sobota, 29 września 2012

Rozdział 12

                                                                         Z punktu widzenia Alex .
No cóż Jacka nie było byłam sama w pustej sali . Było cholernie nudno .
- Dzień dobry panno Sparks .
- Dobry .
- Będzie pani miała nowego wspólokatora  .
- O fajnie, a kto to?
- Dziewczyna w pa ni wieku . Nijaka Tiffany ...
- Kurwa! - prawie wrzasnęłam . - ojej przepraszam .,
- No cóż zaraz powinna przyjść .
- Aha, no dobrze . A wiadomo z jakich powodów tu jest?
- Straciła przytomność na dłuższą chwilę, musi być na obserwacji .
Nie powiedziałam nic byłam strasznie wkurwiona .
- Cześć . - usłyszałam ją . Usiadła na łóżku i zaczęła się rozpakowywyać .
- Pierdol się . - powiedziałam i odwróciłam . Gapiłam się bezsensownie w okno . 
Nagle usłyszałam głos Harrego . Spojrzałam w stronę jej łóżka, no i co? zobaczyłam akurat moment jak się lizali . 
- Możecie wymieniać się śliną gdzieś indziej? - spytałam i zmierzyłam ich morderczym spojrzeniem .
- No Alex przestań ! - powiedział Harry .
- Nie . 
- No czemu?
- Bo mam kurwa taki kaprys! 
- Jesteś zła o to ze się z tobą nie przywitałem?
- Tak kurwa! Prawie umarłam, ale kurwa się będę przejmować że jakiś lokowanym chujem . Bravo! - powiedziałam . Tak na prawdę zdenerwowało mnie to że nadal z nią jest . W tym momencie żałowałam że Jack nie mógł sobie zrobić czegoś poważniejszego. Wtedy siedział by tu ze mną .
- Ej ty lokowany człeku! 
- Hmm?
- Nie wiesz może czy moja siostra ruszy dzisiaj do mnie swe zacne dupsko?
- Nie przyjdzie . Gdzieś z Zaynem pojechała .
- Zajebiście kurwa zajebiście .
Najgorszy dzień w moim życiu ! Nie wiedziałam co mam ze sobą robić . Jak wymieniali się tymi cholernie czułymi słówkami typu kotku, misiu, słoneczko . Myślałam ze się zrzygam . 
- Papa kochanie będę tęsknić - powiedział Harry wychodząc .
- Jakie to kurwa urocze, mogę już rzygać?
- Czemu ty jesteś taka złośliwa?
- Bo się kurwa wkurwiłam . 
- Ona jest taka od samego rana .
- I ty mi się dziwisz?! 
- Tak .
- No kurwa być z taką osobą jak ty w jednej sali to tortury . 
- No chyba z tobą .
- A weź kurwa zamknij swój wytapetowany ryj bo twoje gadanie jest tak bez sensu jak fakt że żyjesz . 
- Pf .
- A chuj ci w dupę Idę spać !  - powiedziałam i próbowałam zasnąć . Straszne dużo spałam w tym szpitalu, ale co miałam robić jak nie było nic ciekawego do roboty?
*Oczami Zayna*
Postanowiłem, że dzisiaj Alex odpocznie sobie od nas i nie pójdziemy do niej. Z resztą Harry dzisiaj miał się udać do tej suki Tiffany, bo też trafiła do szpitala, więc wpadnie do niej przy okazji.
Spakowałem nas w jedną torbę. Postanowiłem, że wyjedziemy dzisiaj na cały dzień, a następnego dnia byśmy wrócili. Przy okazji przygotowałem trochę jedzenia. 
Robiąc, śniadanie usłyszałem, że ktoś schodzi na dół. Tak ciche kroki mogła mieć tylko Caroline. Odwróciłem się i ujrzałem jej piękną, zaspaną twarzyczkę. 
-Cześć kochanie. - powiedziałem i cmoknąłem jej usta.
-Cześć. - uśmiechnęła się.
Położyłem dwa talerze na stół i zasiedliśmy do wspólnego jedzenia. Powiedziałem jej o tym, co będziemy robić w ciągu najbliższych dni. 
-Jak mnie złapiesz, to przez ten czas będziesz mógł robić ze mną, co chcesz. - uśmiechnęła się i wybiegła z kuchni.
Przez chwilę nie dotarło do mnie, co powiedziała, ale kiedy się ocknąłem wybiegłem od razu za nią. Najpierw sprawdziłem taras, lecz jej tam nie było, więc wróciłem do domu. Przeczesałem cały salon, łazienki na dole i jej nie było, czyli musiała być do góry!
Wchodząc po schodach usłyszałem cichy śmiech. Sprawdziłem naszą sypialnię - brak żywej duszyczki. W łazienkach tak samo, czyli schowała się u któregoś z chłopaków.
Na pierwszy ogień zacząłem od Louisa. Zapukałem po czym wparowałem do sypialni. Chłopak krzątał się w bokserkach po pokoju i uświadomił mi, że za kilka dni musimy wracać do pracy.
Zapukałem do drzwi sypialni Liama i wszedłem. Pościelone łóżeczko, a chłopak robił twitcama. Krzyknąłem Vas Happenin?! po czym opuściłem pomieszczenie. 
Zostały mi sypialnie Nialla i Harrego, więc zacząłem od żarłoka. Chłopak oglądał telewizję i obżerał się popcornem.
-Nie widziałeś może Caroline? - zapytałem.
Wskazał mi drzwi na przeciwko, czyli sypialnię loczka. Wyszedłem i zapukałem do kolejnych drzwi.
-Albo Charlie wyjdziesz po dobroci, albo po złości. - krzyknąłem.
-O czym ty gadasz? - udawał zdziwionego.
-Twoja mina była bezcenna. - parsknąłem śmiechem
Rozejrzałem się po pokoju i mój wzrok padł na szafę. Była lekko uchylona, a przez to mogłem zobaczyć niebieski materiał - czyli koszulkę Charlie.
Po cichu podszedłem i gwałtownie otworzyłem szafę. Z niej wyszła zszokowana Charlie. 
-Co się stało? - zapytałem.
-Nigdy więcej nie poproszę cię o pomoc Styles! - krzyknęła i rzuciła w niego jego bokserkami.
Za plecami trzymała swoją bieliznę. Spojrzałem podejrzliwie na Harrego, lecz ten udawał znowu zdziwionego, że nie wie, skąd to ma.
Wyszliśmy razem i skierowaliśmy się do naszej sypialni. Tam moja dziewczyna przebrała się, uczesała i pomalowała. 
Uradowana wyszła z łazienki, złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Wziąłem szybko walizkę i zeszliśmy na dół. Pożegnaliśmy się z chłopakami.
Caroline usiadła na miejscu pasażera, a ja zająłem miejsce kierowcy i ruszyliśmy przed siebie. W zasadzie to pojechaliśmy do wynajętego domku. 

piątek, 7 września 2012

Rozdział 11.

Perspektywa Charlie.
Kiedy wracaliśmy ze szpitala od Alex, wstąpiliśmy jeszcze do mojego domu. Musiałam zabrać ze sobą jeszcze parę innych ciuszków i bieliznę, gdyż widocznie Zayn'owi nie śpieszyło się, żeby mnie odstawić do domu. 
Będąc już w domu udałam się pod prysznic. Przebrałam się w piżdżamę, składającą się z niebieskich majtek i koszulki. Z mokrymi włosami weszłam do pokoju Malika i postanowiłam pomalować sobie paznokcie. Usiadłam na wielkim łóżku i z kosmetyczki wyjęłam neonowy lakier. Neonowym zielonym pomalowałam sobie paznokcie u rąk i stóp. 
Dawno nie korzystałam z komputera, więc postanowiłam, że odwiedzę portale typu facebook czy twitter. Po zalogowaniu się na twitter'a sprawdziłam, że mam bardzo dużo followers. 
- Pół miliona? No nieźle... - powiedziałam sama do siebie.
Okazało się, iż każdy z chłopców mnie follow, więc się nie zdziwiłam, a po za tym jestem dziewczyną Malika  i na pewno już ktoś o tym wie. Później byłam zmuszona na podziwianie moich zdjęć z Malikiem lub kimkolwiek dodanych przez Horana, Tomlinona, Stylesa i Payne, z resztą również jak i samego pana Zayn'a. 
Zamknęłam laptopa z wielkim uśmiechem na twarzy i poszłam do łazienki. Zmyłam z twarzy resztki makijażu i zeszłam na dół. Zobaczyłam jak chłopacy grają sobie w Fifa 12. Nie chciałam im przeszkadzać, więc cichaczem weszłam do kuchni i zabrałam stamtąd wodę oraz jakieś żelki. Jednak postanowiłam sobie jeszcze zrobić kakao.
Kiedy z wodą, kubkiem z kakaem i żelkami chciałam wyjść z kuchni, poczułam na sobie pięć par ślepków. Zaśmiałam się w duchu. Po chwili już wiedziałam, dlaczego wszystkie pary oczu domowników są skierowane na mnie - otóż byłam w majtkach i koszulce, pod którą nie miałam stanika i na dodatek krople wody spływające z moich włosów na moją koszulkę sprawiały, iż była mokra. 
Zabierając wszystkie potrzebne rzeczy odwróciłam się i w tym momencie zobaczyłam wszystkich chłopaków patrzących na mnie niczym głody lew na antylopę. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem i przy okazji oblałam sobie rękę kakaem.
-Aua! - wrzasnęłam machając ręką.
Od razu przy mnie znalazł się Zayn, który wsadził moją rękę do kranu pod zimną wodę. Śmiałam się nadal, mimo że odczuwałam pieczenie na ręce, które spowodowane było wylaniem na siebie wrzątku. Ale cóż! Takie są uroki mieszkania z piątką facetów pod jednym dachem.
-No i z czego to się tak ryjesz? - zapytał Niall lekko podirytowany.
-No z was dekle! 
-A co niby w nas jest zabawnego? - dociekliwie zapytał Hazza.
-Wiesz, to nie ja patrzę się na wasz tyłek lub ... no wiecie o co mi chodzi. - parsknęłam śmiechem sama z siebie.
-Ey! Ona jest moja. - Zayn objął mnie.
-Wiemy szefie! - zasalutował Louis.
Z wodą i żelkami ponownie udałam się do sypialni, a zaraz za mną Zayn. Usiadłam na łóżku i przegryzałam żelki popijając je wodą.
-Skąd wzięłaś te żelki? - zapytał Malik kładąc się na łóżku.
-No z szafki.
-Której?! - oczy mu wyszły z orbit.
-No nad lodówką. 
-Masz ... - nie dokończył, bo przerwał mu krzyk Niall'a.
-Gdzie są do cholery moje żelki?! - wydarł się na cały dom.
-Ups... - parsknęłam śmiechem i dalej jadłam.
-On zaraz tu przyjdzie. - zaśmiał się Malik.
-No i? - spojrzałam mu w oczy.
Włożyłam sobie żelka do ust i zbliżyłam się do ust mojego chłopaka. Załapał o co mi chodzi, więc od razu przygryzł żelka i złączyliśmy nasze wargi w namiętnym pocałunku. 
Przerwaliśmy, bo usłyszałam kroki dochodzące z korytarza. Wrzuciłam żelki do szafki i popijałam wodę. Nagle do naszej sypialni wparował zły Horan...
-Gdzie są moje żelki?! - zapytał patrząc mi w oczy.
-Czemu patrzysz na mnie?
-Bo ty je wzięłaś...
-Niby dlaczego masz takie podejrzenia?
-Bo stałaś z nimi w kuchni.
-No dobra, odkupię ci je...
-Tak się z nim nie dogadasz... - wtrącił Malik.
-Okey. - uśmiechnął się i wyszedł.
Zaśmialiśmy się, po czym wygodnie się położyliśmy na łóżku i przykryliśmy kołdrą. Odwróciłam się plecami do chłopaka, po czym zasnęłam.
Obudziłam się koło jedenastej. Zayn już nie spał, bo pewnie siedział na dole. Założyłam na siebie coś luźniejszego niż wczoraj - podarte rurkiszarą bluzęjeansową kamizelkę, a na nogi czarne Vansy. W łazience wyprostowałam włosy, po czym założyłam na głowę ciemną czapkę
Spakowałam do torby parę ciuchów dla Alex, jakieś kosmetyki i notebook'a. Zbiegłam później na dół i zobaczyłam chłopaków śpiących na kanapie. Zrobiłam śniadanie, a później rzuciłam się na nich w efekcie budząc ich. 
Zjedliśmy, ja posprzątałam, a oni poszli się ubrać, za wyjątkiem Stylesa, który był już uczesany, umyty, a przede wszystkim ubrany.
-Co ty tak wczoraj piorunowałeś wzrokiem tego całego Jacka? - zapytałam wycierając ręce.
-Że ja? - zdziwił się.
-Nie, ja. 
-Jakiś podejrzany mi się wydaje...
-Aha, po prostu jesteś zazdrosny. - wytknęłam na niego język.
-Nie jestem! - zaprzeczył.
-Jesteś!
-Nie!
-Nie jesteś! - zmieniłam kolejność.
-Jestem! - powiedział - FUCK...
-Ze mną nie wygrasz skarbie. - pocałowałam go w policzek i poklepałam po ramieniu.
-Do kogo mówisz skarbie? - zapytał Malik ciągnąc mnie za rękę do samochodu.
-Takie tam, sprzeczki z Haroldem. - puściłam do Harr'ego oczko.
-Okey, nie wnikam. - zaśmialiśmy się i pojechaliśmy do szpitala, do mojej siostry.
Z punktu widzenia Alex
Obudziłam się i zobaczyłam pakującego się Jacka.
- No ej, zostawiasz mnie? - powiedziałam i zrobiłam smutną minkę.
- No niestety...dasz mi swój numer telefonu? spotkamy się kiedyś.
- ee...no nie mam telefonu...
- jak to?
- wkurwiłam się i roztrzaskałam go o chodnik.
- Oj to ja wolę cię nie denerwować.
- tak.
W tym momencie przyszli Mike, Jackie, Louise, Nathalie weszli do pokoju.
- Siemaaaasz! - powiedzieli zgodnie.
- Siemka, siemka. - powiedziałam.
- I co tam? - spytała Nathalie.
- Dupa, bo Jack mnie chamsko samą zostawia! - powiedziałam.
- No ale będę cię odwiedzać! - wtrącił Jack.
- A my razem z nim! - do powiedział Mike.
- To się tym jaram!
- No dobra, a teraz porwiemy ci Jacka. Do zobaczenia! - powiedziała Louise i poszli.
Minęli się z Charlie i chłopakami. Harry oczywiście zabijał wzrokiem mojego kolegę z sali i po raz kolejny mnie to rozbawiło.
- Cześć siostra! - powiedziała Charlie i mnie uściskała. Później to samo zrobili chłopacy.
- I jak się czujesz? - spytał Harry.
- Niby dobrze niby źle dzisiaj tak mi jakoś słabo.
- Może pójdę po lekarza?
- Nie trzeba niedługo obchód.
- No to dobrze...
Caroline przywiozła mi kilka rzeczy. Tak spędziliśmy calutki dzień na gadaniu i w ogóle. Cały czas czułam na sobie wzrok Stylesa, i trochę mnie to krępowało. Po kilku godzinach tak jakoś sobie poszli. A ja przymulona szperałam po internecie.
_________________________________
skorka że takie jakoś dzikie są te rozdziały i wgl, ale po prostu muszę sobie ogarnąć kilka rzeczy....-Alex

sobota, 1 września 2012

Rozdział 10.

Punkt widzenia Charlie.
Obudziłam się koło szóstej nad ranem. Niestety, tak wychodzi, kiedy idzie się spać popołudniu a później nie wstajesz. Spojrzałam na siebie i zobaczyłam, że moja bluzka jest całkowicie podwinięta i widać było mój brzuch i kawałek stanika, bo Malik - zboczeniec, swoją wielką dłoń położył na moim ciele i podwinął ubranie. Popatrzyłam na niego - leżał na brzuchu z czego lewa ręka była na mnie, a prawą miał pod brodą. Delikatnie ściągnęłam jego rękę i położyłam ją na łóżku, a sama się z niego wyślizgnęłam. 
Poprawiłam moją bluzkę i skierowałam się do mojej torby, w której znajdowały się rzeczy moje jak i zarówno mojej siostry. Wyciągnęłam z torby jeansowe rurki i białą koszulę. Z butów postawiłam na zielone szpilki. Wzięłam wszystko do łazienki na dole, gdzie spokojnie się przebrałam, bez żadnego hałasu. Z kosmetyczki wyciągnęłam potrzebne kosmetyki i lekko się pomalowałam, chociaż nie byłam zwolenniczką tego. Włosy spięłam w wysokiego kucyka i wyszłam z pomieszczenia.
Skierowałam się do kuchni, gdzie zrobiłam sobie kakao. Z ciepłą cieczą usiadłam na sofie i zaczęłam szukać pilota od telewizora. Po chwili znalazłam go - wciśniętego w sofę. Pod nosem się zaśmiałam i włączyłam TV.
Oglądałam jakieś wiadomości, a później przełączyłam na jakiś serial. Tak bardzo mnie wciągnął, że tak jakby zaczęłam komentować go. 
Zaburczało mi w brzuchu, więc poszłam do kuchni i zrobiłam sobie dużą miskę płatków. Siadając ponownie w fotelu, posiliłam się i dalej oglądałam poprzedni serial.
Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał godzinę ósmą. Nie przypuszczałam, że czas aż tak szybko mi zleci. Wyłączyłam telewizor, zaś włączyłam w kuchni radio, w którym leciało JLS - Beat Again. Zajrzałam do lodówki i wyciągnęłam z niej przeróżne produkty spożywcze. Nucąc pod nosem piosenkę zaczęłam robić śniadanie dla każdego z chłopaków. 
Ustawiłam pięć dań na stole: dla Lou tosty i surówkę z marchewki, dla Harolda naleśniki z czekoladą i truskawkami, dla Daddy'ego parówki i tosty, dla głodomorka zrobiłam jajecznicę na bekonie, a dla mojego chłopaka specjalnie usmażyłam omlety. I tak nie miałam nic lepszego do roboty, więc postanowiłam się wykazać moimi kulinarnymi poczynaniami. 
Koło dziewiątej jako pierwszy do kuchni zawitał Louis. Uścisnęłam go na powitanie, gdyż wczoraj nie zdążyłam się z nim zobaczyć. Kiedy zobaczył, co jest na stole, wskazałam na jego śniadanie, a on od razu ruszył i zajął miejsce przy stole. 
Zaraz po nim do kuchni wpadli Niall z Liam'em. Z obydwoma się przywitałam, lecz z Paynem witałam się dłużej, gdyż Horan od razu zajął miejsce przy stole i zaczął pałaszować jajecznicę. 
No i na ostatku do pomieszczenie wszedł nieprzytomny Harry, a zaraz zanim przyszedł radosny Zayn. Z Stylesem przyjaźnie się uściskałam, zaś Zayn złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Uśmiechnęłam się i usiadłam na blacie kuchennym.
-I jak wam smakuje? - zapytałam.
-Gotujesz świetnie. - uśmiechnął się Tomlinson.
-Musisz z nami zamieszkać, bo codziennie chyba będę wstawał z przyjemnością. - oznajmił z pełną buzią Niall.
-Dziewczyno, to jest przepyszne! - dodał Harry.
-Ja nie mam zdania. - powiedział Liam śmiejąc się.
-Cieszę się, że wam smakuje. - posłałam im szczery uśmiech.
-A ja taką ucztę będę miał codziennie. - za wiwatował Malik.
-Pomyślę nad tym. - wszyscy wybuchli śmiechem.
-O której idziemy dzisiaj do Alex? - wtrącił Harry.
-Idziemy? - zapytałam mierząc go wzrokiem.
-No też chciałbym ją odwiedzić.
-W ogóle dlaczego wczoraj wkręciłeś sanitariuszowi, że jesteś jej chłopakiem? - zapytałam, a chłopacy zabuczeli.
-No bo inaczej by mnie nie puścili.
-Od razu się przyznaj, że się w niej zabujałeś. - wtrącił Tomlinson.
-Weź się popukaj tu! - popukał mu w czoło.
-No weź, każdy widział, że między wami iskrzy. - wtrącił Niall.
-Daj spokój Niall. - powiedział Liam.
-Ey! Może wszyscy do niej pójdziemy? - zmienił temat Zayn, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
-Okey! - wszyscy razem powiedzieli.
Włożyłam brudne naczynia do zmywarki i skierowałam się na górę. Rozejrzałam się po korytarzu i postanowiłam wszystkich pobudzić do szybszego działania.
-Za pół godziny wszyscy są ubrani, umyci i czekają na dole! - wrzasnęłam.
-Dobrze, ale słychać cię na końcu ulicy. - zza drzwi wychyliła się głowa Lou.
Zaśmiałam się i weszłam do mojej tymczasowej sypialni. Postanowiłam przebrać się, gdyż ubrudziłam sobie trochę bluzkę od różnych składników, które włożyłam do śniadania. Zdjęłam koszulę od razu do pralki. Zdjęłam moje szpilki i łaziłam w samych spodniach i staniku po pomieszczeniu. Z walizki wyciągnęłam mój strój, który składał się z czarnych spodni i neonowej koszuli. Z dna wyciągnęłam moją drugą parę butów na obcasie. Pomalowałam się od nowa i przy okazji poprawiłam kitkę. Wzięłam torebkę i skierowałam się na dół. Zobaczyłam siedzącego Malika, więc od razu usiadłam na jego kolanach i cmoknęłam jego szyję. 
-Jedziemy? - zapytał.
-No musimy poczekać za tymi tępakami. - zaśmiałam się.
-Chodź, zajmiemy sobie miejsca w busie. - pociągnął mnie za rękę.
Bocznymi drzwiami weszliśmy do garażu, gdzie wsiedliśmy do auta. Usiedliśmy na samym tyle, gdzie mieliśmy całe siedzenia dla siebie. Wtuliłam się w jego tors i wdychałam zapach jego perfum.
Nasze ciche chwile przerwała reszta ekipy, która z krzykiem wsiadła do auta. Zapięliśmy pasy i powoli wyjechaliśmy z garażu. Wiedziałam, że Louis jet ostrożnym kierowcą, ale żeby aż tak? No bez przesady.
                                                                         Z punktu widzenia Alex.
Obudziłam się akurat na obchód. Po obchodzie mi się nudziło, bo Jack wstawał.
- Ej geju czarodzieju wstawaj! - powiedziałam i zaczęłam w niego rzucać różnymi rzeczami.
- No już wstaję no! - powiedział i usiadł na wyrku. - Co dziś będziemy robić?
- W sumie to sama nie wiem.
- Ogarniemy jakiś film? Mam przy sobie laptopa i płyty.
- Spoko, to co oglądamy?
- Może jakąś komedie? mam tego dość sporo.
- Jestem za. Wbijaj do mnie z laptopem na wyrko i oglądamy.
Łóżka były dosyć duże, a ja ze złamaną nogą raczej nie mogłam iść do niego. Posunęłam się, on usiadł koło mnie i zaczęliśmy oglądać. Na początku była nudna, ale później śmialiśmy się jak pojebani. Pod koniec filmu do sali przyszli Louis, Charlie, Zayn, Niall, Danielle, Liam i Harry. Siostra rzuciła się na mnie jakby przez pięć lat mnie nie widziała przez co najmniej sześć lat. Przywitałam się z każdym po kolei. Później im przedstawiłam Jacka.
- W końcu mnie odwiedziliście! - powiedziałam.
- No nareszcie, tak jakoś nudno bez ciebie. - powiedział Loczek. - a tobie się tu nie nudzi?
- Jack zawsze coś wymyśli więc ja nie muszę się wysilać. Po z tym też poznałam tu trochę wiary.
- No to fajnie...wiadomo kiedy wyjdziesz?
- Jeszcze nie.
- Hahahah, a ja wychodzę już jutro! - znowu wtrącił Jack.
- No ej i zostawisz mnie tu samą ?!
- Tak, bo jestem podłym człowiekiem.
- Aż za bardzo! - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką.
Zauważyłam że Harry zmierzył go zabójczym spojrzeniem. Rozbawiło mnie to.
- A co z Tiffany? czemu jej tu nie ma?
- To przez nią tu trafiłaś... - powiedziała Danielle
- Jak to?
- No niestety. Ale na szczęście żyjesz . - powiedziała Charlie
- No tak.
Siedzieli tak jeszcze trochę i cały czas gadaliśmy. Najzabawniesze dla mnie było to że Styles cały czas tak patrzył się na Jacka jakby chciał go zamordować. Poszli sobie po dwóch godzinach.
- Ej...- zaczął Jack.
- Co?
- Bo ja się boję tego Harrego...
Wybuchnęłam śmiechem i od razu zaczęła mnie boleć głowa.
- No tak tak groźnie się na mnie gapił i  w ogóle.
- Nie bój się nie zgwałci cię, prędzej ty go! - powiedziałam i się zaśmialiśmy.
- Ej a to oni czasem nie są One Direction?
- Tak to oni.
- Nathalie jest ich fanką.
- A co z Jackie i Louise?
- Jackie ma na nich wyjebane, a Louise lubi ich kilka piosenek.
- Aha...
- Dokańczamy oglądanie filmu?
- Pewnie.
No na jednym filmie się nie skończyło. Obejrzeliśmy z sześć filmów. Po tym byłam już w ogóle przymulona. Nigdy nie lubiłam szpitali.
- Ja idę spać dobranoc! - powiedział Jack i się położył.
Mi też nie zostało nic innego jak zasnąć, albo chociaż bez celu pogapić się w okno. Jednak zdecydowałam się na to pierwsze. Po kilku minutach już spałam.