piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział 1.

Z punktu widzenia Charlie.
Bradford - moje kochane miasto. Tutaj się wychowałam razem z Alex, moją siostrą. Tyle dobrych wspomnień, jak zarazem tych złych. To właśnie tutaj straciłam moich rodziców... Na zawsze... Ale omijając ten przykry temat, samolot, którym leciałam wraz z Alex, właśnie wylądował na lotnisku. Alex cała uradowana nie mogła wysiedzieć na miejscu i czekała tylko, kiedy w końcu zobaczy rozpromienione twarze wujka Thomas'a i cioci Isabelle. Nie za bardzo chciałam tu przylatywać, lecz Alex nie jest jeszcze pełnoletnia. W Bradford zawsze trzymają mnie dwie rzeczy - chęć porozmawiania na cmentarzu z rodzicami i mój kochany przyjaciel...
Kiedy w końcu przechodziłyśmy przez odprawę Alex najszybciej jak mogła pociągnęła za sobą swoją kolorową walizkę oraz zabrała ''klatkę'' ze swoim psem i podbiegła do uśmiechniętego wuja. Moi rodzicie, jak również i Alex, nie żyją już od roku. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam ją taką rozpromienioną. Uściskała wujka chyba najmocniej jak potrafiła. Ja powolnymi ruchami wzięłam swoją ciemną torbę oraz moją torbę z kochanym szczeniakiem i żółwimi ruchami powolnie podchodziłam do uradowanej siostry, która stała wraz z wujkiem.
-Witaj Caroline. - w moich uszach dziwnie zabrzmiały słowa wuja.
-Cześć wujku. - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem i wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
Poczułam ciepło na moim sercu. Dawno takiego uczucia nie miałam. Może dlatego, że po śmierci rodziców totalnie zamknęłam się w sobie? Załamałam się? Nie miałam wsparcia? Przy życiu trzymała mnie tylko Alex. To ona mnie namówiła, żeby przyjechać tu, do Bradford. Nie odwiedzałam tego miasta z jakieś pół roku. Za dużo wspomnień...
Ciągnąc ponownie swoje walizki dotarłyśmy do czarnego Land Rover'a wujka. Wsadziłyśmy walizki do bagażnika pojazdu i zajęłyśmy miejsca w samochodzie. Ustąpiłam Alex miejsca z przodu, gdyż nie za bardzo miałam ochotę opowiadać, przez godzinną drogę do domu, co u mnie słychać i jak się czuję. Powoli to już mnie zaczęło nudzić. Wyciągnęłam z kieszeni moich spodni telefon i słuchawki. Włożyłam je w uszy i zatapiałam się w muzyce. Jedyną, interesującą dla mnie rzeczą w tej chwili było patrzenie przez okno na mijające domy, drzewa... Powoli zaczynało mnie to nudzić i nie zauważyłam, kiedy przymknęłam oczy.
Obudził mnie głośny klakson samochodu. W myślach skarciłam osobę, która śmiała mnie w taki sposób obudzić. Tą osobą okazała się Alex.
-Która godzina? - spytałam ją przeciągając się.
-Późna. - zaśmiała się.
-Czemu mnie nie obudziliście wcześniej?
-Tak słodko spałaś, że ciotka i wujek nie mieli serca cię budzić i zostawiliśmy cię w samochodzie.
-Dzięki...
Wyszłam z samochodu. Rozejrzałam się dookoła. Dawno tu nie byłam, lecz nic się nie zmieniło. Mój wzrok utkwił na małym parku znajdującym się na przeciwko wielkiego domu ciotki. Chciałam coś zjeść i zaraz się tam udać. Weszłam do domu i poszłam do kuchni, gdyż wiedziałam, że zastanę nam ciocię. Pozory nie mylą - gotowała podwieczorek.
-Ciociu... - powiedziałam i łza zakręciła mi się w oku.
Ciotka odwróciła się i nóż wypadł jej z ręki. Podbiegłam do niej i wtuliłam się do niej najmocniej jak potrafiłam. Zawsze byłam do niej bardziej przywiązana niż do wuja. Może dlatego, że była kobietą? Bardziej mnie rozumiała? Po śmierci rodziców, to oni utrzymywali nas, znaczy przez pewien okres. Później ja dostałam pracę w Londynie i zabrałam ze sobą Alex. Przez pierwsze pół roku przyjeżdżałyśmy systematycznie, ale później...Zmieniło się, zmieniłam się ja...
Nie pytając cioci o zdanie zabrałam się za pomoc w gotowaniu. Ciocia smażyła mięso, a ja w tym czasie kroiłam warzywa. Wszystko później wrzuciłyśmy do miski i zalałyśmy sosem czosnkowym. Uwielbiałam tą sałatkę. Zasiedliśmy do stołu i wspólnie w czwórkę rozmawialiśmy jak za starych czasów. Alex powiedziała, że pozmywa naczynia, a ja w tym czasie udałam się na spacer do parku.
Przechadzałam się alejkami i natrafiłam na NASZĄ ławkę. Wszystkie wspomnienia wróciły, mianowicie pierwszy pocałunek. Na ławce wyryte nasze inicjały, a przy nich serduszko - niby wieczna miłość.
-Obiecałeś... - szepnęłam do siebie, kiedy palcami przejeżdżałam po wyryciu na belce.
Łzy zaczęły mi płynąć strumieniami. Potrzebowałam się komuś wyżalić, lecz nie było przy mnie jednej z ważniejszych osób w moim życiu. Obiecał, że zawsze będzie ze mną. Nie dotrzymał słowa i nienawidzę go za to. Starałam się o nim zapomnieć i wypieprzyć go z mojego życia. Jeśli teraz pojawiłby się na nowo - nie zniosłaby rozłąki ponownie. Kiedy zmarli moi rodzice był przy mnie tylko przez dwa tygodnie, a później wyjechał... Bez pożegnania, bez uprzedzenia - kompletnie nic! Załamałam się podwójnie. Gdyby nie Alex to zrobiłabym sobie coś prędzej, czy później.
Siedziałam tak na tej ławce z dobre dwie lub trzy godziny. Nie liczył się dla mnie czas. Wzięłam słuchawki do uszy, z którymi nigdy się nie rozstaję i włożyłam je do uszu. Puściłam muzykę, która mnie uspakajała, ale i niestety przynosiła wspomnienia. Starałam się o nich nie myśleć i wsłuchać się w piosenkę. Zamknęłam oczy i oparłam się o ławkę.
Kiedy przeleciały już wszystkie moje ulubione piosenki, zaczęłam słuchać rapu. Padło na 2Pac'a - Hit'em up. Wsłuchałam się i kołysałam w rytm piosenki. Nagle poczułam czyjeś dłonie na ramieniu. Gwałtownie się poruszyłam i w efekcie mój telefon spadł na ziemię. Najpierw rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, nikogo innego jak siostrę mojego ''starego'' przyjaciela. Doniyah Malik.
-Caroline... - szepnęła i usiadła na ławce obok mnie.
-Doniyah... - otworzyła ramiona, a ja przytuliłam się do niej.
Siedziałyśmy chyba w pięciominutowym uścisku i nie chciałyśmy się chyba puścić. Tak - jej też mi brakowało. Strasznie również stęskniłam się za Waliyah i Safaa. Kiedy się już od niej odkleiłam to zaczęła zadawać mi setki pytań. Poszłyśmy do jakiejś kawiarenki, gdyż zrobiło się nam już trochę zimno. Zajęłyśmy stolik w rogu sali. Przy kawie zaczęłyśmy wszystko od nowa sobie opowiadać.
W pewnej chwili Doniyah poruszyła temat swojego brata. Nie ukrywałam, że trochę mnie to skrępowało i siedziałam w ciszy wlepiając swój wzrok w filiżankę z kawą.
-A więc? - dociekała dalej.
-Było, minęło. - krótko i zwięźle odpowiedziałam.
-Co? - lekko się oburzyła.
-Olał mnie. Wyjechał bez słowa.
-Musiał. Nie miał czasu na pożegnanie!
-Mógł chociaż cholernego sms napisać! - podniosłam lekko ton.
Doniyah zrozumiała, że temat o jej bracie to jest jeszcze dla mnie trudne do rozmowy. Skończyłyśmy pić kawę i ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Pożegnałyśmy się przed bramą do mojego domu i weszłam na podwórko, a ona ruszyła w stronę swojej posiadłości. Mieszkała tylko jakieś sześć, może z osiem domów dalej. Rozejrzałam się po okolicy. Zapadł już zmrok, gdyż zbliżała się godzina dwudziesta-pierwsza. Przeszłam przez próg i zobaczyłam Alex śpiącą na kolanach wujka, a on głowę podpierał swoją ręką i powoli zasypiał.
-Wujku, idź się połóż do siebie. - zaproponowałam.
Uśmiechnął się, dał mi całusa w czoło i wstał delikatnie, by nie obudzić Alex. Siostra w pół przytomna jednak wstała i pokierowała się do swojego tymczasowego pokoju. Ciocia krzątała się jeszcze w kuchni, z resztą dla naszej rodziny nie było to dziwne. Gospodyni domowa po prostu z niej.
-O, wróciłaś. - powiedziała ciotka, gdy mnie zobaczyła.
-Tak. - delikatnie się uśmiechnęłam.
-Dawno cię nie widziałam skarbie. - postawiła przed moim nosem ciepłą herbatę.
-Tak. Ciociu, możemy porozmawiać? - spytałam niepewnie.
-Oczywiście.
-Ciociu, czy ON przyjechał? - spojrzałam na nią zestresowana.
-Nie kochanie. Podobno ma przyjechać jutro lub pojutrze.
-Co? - oburzyłam się lekko.
-Ma przyjechać na jakiś czas, wynagrodzić wszystkim, że tak długo go tu nie było. Wiem to, od jego matki.
-Od pani Malik... Muszę ją odwiedzić.
-To już jutro. Weź herbatę i idź spać. Dobranoc.
-Dobranoc. Też nie siedź za długo. - posłałam jej promienny uśmiech.
Wdrapałam się po schodach na górę i skierowałam się do mojego pokoju. Walizka w nim stała. Oprócz nowego łóżka nic w nim się nie zmieniło. Odłożyłam herbatę na stolik i skierowałam się do łazienki. Tam przebrałam się w prowizoryczną pidżamę, która składała się z spodenek i dużej koszulki, którą dostałam od NIEGO. Przejrzałam się w lustrze i nagle podbiegł do mnie Lucky. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że mam go ze sobą. Wzięłam go na ręce i usiadłam z nim na łóżku. Zaczęłam go głaskać i bawić się z nim.
-Co ja bym bez ciebie zrobiła? - zapytałam psa.
Spojrzałam w jego piękne ślepka, a on odpowiedział mi merdaniem ogona. Wskoczyłam pod kołdrę i pogłaskałam jeszcze przez chwilę mojego futrzaka. Zastanawiałam się czy iść jutro do państwa Malików, lecz bałam się, że GO tam zastanę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz