Z perspektywy Charlie.
Po tej jakże pocieszającej rozmowie z Alex musiałam poważnie zastanowić się nad wszystkim. Weszłam do łazienki w celu wzięcia orzeźwiającej kąpieli. Po chwili jednak stwierdziłam, że wezmę szybki prysznic. Owinięta w ręczniku weszłam do swojego pokoju i zaczęłam przegrzebywać szafę. Nagle ktoś zapukał do moich drzwi i bez ostrzeżenia wszedł do niego. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy do mój kochany Lucky, a zaraz za nim wysoki chłopak, wręcz mężczyzna.
-Hej, przyprowadziłem twojego psa... - to był Liam, który na mój widok zdębiał.
-Hej, dzięki i przepraszam za mój wygląd, ale nie wiedziałam, że przyjdziesz.
-Nic się nie stało. Szykujesz się gdzieś?
-Można tak powiedzieć, idę, w pewnym sensie, na spacer.
-W pewnym sensie?
-Idę na cmentarz, do rodziców.
-Nie powinienem pytać, przepraszam.
-Nic się nie stało, może chciałbyś mi dotrzymać towarzystwa?
-A mogę?
-Gdybyś nie mógł, to bym nie pytała.
-A no tak. - zaśmiał się.
-Usiądź, a ja pójdę przebrać się i wysuszyć włosy.
Chłopak przytaknął, a ja powróciłam do wybierania ubrań. Padło na jasne, jeansowe spodenki, wysokie, białe Converse i beżowy sweterek. Nie wiedziałam jaką bluzkę założyć do tego. Pomyślałam sobie, że skoro idę przemyśleć swoje sprawy z Zayn'em, to może założę i bluzkę od niego? Tak, chyba dobry wybór. Wzięłam bluzkę z NIRVANĄ i skierowałam się do łazienki. Przebrałam się, pomalowałam się, tzn. nałożyłam tusz do rzęs i błyszczyk, bo stwierdziłam, że nie będę się stroić. Przesuszyłam włosy i wyprostowałam je. Wyszłam z łazienki. Liam na mój widok, tak jakby, zaniemówił tylko przyglądał mi się. Wzięłam moją torebkę i spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, tzn. portfel, telefon, błyszczyk i różne inne duperele potrzebne kobiecie.
-Zayn też ma bluzę z Nirvaną. - oznajmił Liam.
-Od niego dostałam tę bluzkę. Możemy iść? - zmieniłam temat.
-Jasne.
Zeszliśmy na dół po schodach i wyszliśmy z domu. Spacerowaliśmy sobie i rozmawialiśmy o naszych pasjach itp. Dowiedziałam się, że Liam ma dziewczynę - Danielle i z tego co mi opowiadał to jest starsza od niego o parę ładnych lat. Są szczęśliwi razem i to jest najważniejsze.
Doszliśmy przed cmentarz. Kupiłam w przydrożnym sklepiku dwie różyczki i znicz. Zauważyłam, że Liam też kupił różę. Doszliśmy przed grób moich rodziców. Spłynęła mi jedna, samotna łza po policzku. Odstawiłam na ławeczkę rzeczy, z którymi przyszłam i się pomodliłam. Spojrzałam na zdjęcie moich uśmiechniętych rodziców, a później na napisy: Billy Sparks & Alice Sparks. Kolejne łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Wzięłam do ręki znicz, który podpaliłam zapalniczką. Miałam ją, gdyż paliłam papierosy, ale nienałogowo. Tylko wtedy, kiedy miałam na to największą ochotę. Postawiłam palący się znicz na pomniku, a obok niego położyłam dwie czerwone róże. Liam też położył swoją różę, koło moich. Usiadłam na ławce, a Liam zaraz obok mnie. Otarłam mój policzek z płynących łez i głośno westchnęłam.
-Jak zginęli? - zapytał mój towarzysz.
-Wracali z randki do domu. Było już późno, a ja opiekowałam się w tym czasie Alex. Jechał tir i tata chciał go wyminąć. Wpadli do rowu. Mama zmarła na miejscu, a tato zmarł po godzinie walki w szpitalu.
-Przykro mi.
-Było - minęło. Nic ich nie przywróci do życia i trzeba iść dalej zostawiając przeszłość za sobą.
-Zobacz! Tam chyba idzie twoja siostra z naszym Harry'm. - odbiegł od tematu Liam.
Spojrzałam w stronę, gdzie obrócił się chłopak i miał rację! Alex razem z Harry'm siedziała na ławce, a na dodatek śpiewała i uczyła go grać na gitarze. Pomyślałam, że w końcu odnalazła szczęście. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam twarz.
-Od wczoraj Harry ciągle mówi o Alex. - oznajmił Liam.
-Może najzwyczajniej w świecie się zakochał? - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się ponownie.
-A ty?
-Co ja?
-Jesteś zakochana?
-A coś ty taki ciekawski? - po raz kolejny uśmiechnęłam się w tym dniu.
-No bo ciekawość mnie zżera.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - zaśmiałam się.
-Odpowiesz mi?
-Od pięciu lat, może i nawet więcej, kocham tego samego faceta, wystarczy?
-Nie, a kto to?
-To już pozostanie moją słodką tajemnicą. Chodź. - wstałam i poszłam w stronę wyjścia.
-Gdzie? - zdziwił się Liam.
-Na lody, spacer nie wiem! Życie jest za krótkie, by je marnować. - uśmiechnęłam się i pobiegłam w stronę wyjścia.
Zaraz za mną pobiegł Liam. Poszliśmy do tego samego parku co wcześniej. Chciałam sprawdzić, czy Alex nadal siedzi w tym samym miejscu, co poprzednio, lecz nie zastałam jej tam. Poszłam z Liam'em na lody, a po kupnie ich skierowaliśmy się w stronę fontanny.
-Opowiedz mi coś o tym swoim ukochanym. - rozpoczął rozmowę Liam.
-Nie wypada. - zaśmiałam się.
-Dlaczego?
-Wiesz, ledwo co cię znam, a byle komu się nie zwierzam.
-Jestem przyjacielem twojego przyjaciela. - zaśmiał się.
-Tak, przyjaciela...
-To Zayn jest tym twoim ukochanym...
-Co?! Nie! Czemu tak sądzisz? - zestresowałam się.
-Zayn cały czas mówi: moja słodka Charlie, moja kochana Caroline i takie tam różne podobne.
-To nie znaczy, że ja go kocham. - skierowałam wzrok w wodę.
-A kochasz? - spytał patrząc na mnie.
-Nie. - skłamałam.
-Powiedz mi w oczy, że go nie kochasz a dam ci spokój.
-Nie umiem kłamać prosto w oczy. - patrzyłam cały czas na twarz bruneta.
-Czyli go kochasz.
-Kocham go. Kocham go jak cholera, ale on mnie zostawił! - po policzku spłynęła mi samotna łza.
-On ciebie też kocha.
-Jakoś w ogóle mi jeszcze tego nie pokazał.
Liam wyjął telefon i zaczął gdzieś dzwonić. Patrzyłam na niego zdezorientowana. Zaczął mówić o mnie. Wszystko to co mu powiedziałam, za wyjątkiem tego, że kocham Zayn'a.
-Zayn zaraz tu przyjdzie. - oznajmił uśmiechając się.
-Ale cham... - udawałam obrażoną.
-To ja was zostawię samych. - poklepał mnie po ramieniu.
Nie skapnęłam o co mu chodzi, ale po chwili dowiedziałam się. Nade mną stał Zayn. Rozpoznałam go po tej pamiętnej czarnej bluzie z Nirvaną. Włosy postawione na żel, ciemna karnacja, czekoladowe tęczówki i te malinowe usta - mój ukochany Zayn.
-Cześć. - pocałował mnie w policzek, a ja nic się nie odezwałam.
-Nie odezwiesz się? - spytał, a ja kiwnęłam głową na nie.
-Zaraz zobaczymy. - wziął mnie na ręce i posadził na swoich kolanach.
-A więc? - uroczo się uśmiechnął.
-A więc co? - spytałam również z uroczym uśmiechem.
-Więc kiedy powiesz mi, że mnie kochasz?
-Kto ci bzdur nagadał?
-Wiesz, Liam nie kłamie.
-Przecież on ci nic nie mówił!
-Ja mu się spytałem, a on przytaknął dzióbku. - w tym momencie złączył nasze wargi.
Zarzuciłam swoje ręce na jego szyję i zatraciłam się w pocałunku. Stawał się on coraz bardziej namiętny i zachłanny. Ręce Zayn'a powędrowały na moje odkryte uda. Postanowiłam przerwać pocałunek.
-Nie przerywaj. - oznajmił, wręcz rozkazał.
-Nie mogę puścić tego wszystkiego, co się wydarzyło, w zapomnienie.
-Kochanie, obiecuję ci, że jak teraz będę po zaplanowanym wcześniej koncercie to przyjadę tu i spędzę z tobą dużo czasu. - chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
-Zayn, ja nie chcę związku na odległość.
-Będę zabierał ciebie i Alex w trasy, zgoda? A teraz chcę znowu poczuć twoje usta. - musnął moje wargi swoimi.
Usiadłam obok niego. Objął mnie swoim ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. Bawiliśmy się naszymi dłońmi. Po chwili pociągnęłam Zayn'a za rękę w głąb parku. Przechodziliśmy właśnie koło róży.
-Wiesz, że tak oficjalnie, to my nie jesteśmy parą? - uśmiechnęłam się zadziornie.
Zayn zerwał różę z krzaczka i uklęknął na jedno kolano. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Wiedziałam jedno, że jest z niego wariat!
-Więc droga Caroline Sparks, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz wybranką mego serca?
-Niech się zastanowię... - powiedziałam, a po chwili dodałam. - Ależ oczywiście, najdroższy Zayn'ie Maliku.
Ucałował moją dłoń i wstał z ziemi. Włożył różyczkę za moje ucho i wyciągnął telefon. Zrobił mi jedno zdjęcie, lecz rozmazało się, bo ruszyłam się.
-Stój! Muszę mieć nową tapetę. - uśmiechnął się.
Stanęłam w dosyć śmiesznej pozie. Opierałam moje ręce na biodrach i lekko się przechyliłam. Zayn uwiecznił ten moment. Później złapał mnie w pasie i pocałował. Również zrobił nam zdjęcie, lecz skoro ma już nową tapetę to...
-Malik ani się waż! - krzyknęłam, kiedy przejrzałam jego niecne plany.
-Za późno, już dodane. - zaśmiał się.
Wyrwałam telefon z jego reki i weszłam na twitter'a. Zobaczyłam, że Zayn dodał nowe zdjęcie z dopiskiem: ''Z moją pierwszą, jedyną i najważniejszą miłością. W końcu razem! Kocham cię Caroline <3 ''
-Zgłupiałeś. - powiedziałam.
-Kocham cię Caroline. - powiedział.
-Ja ciebie też. - pocałowałam jego usta.
Do wieczora razem spacerowaliśmy po parku trzymając się za ręce i całując co chwilę.
-Opowiedz mi coś o tym swoim ukochanym. - rozpoczął rozmowę Liam.
-Nie wypada. - zaśmiałam się.
-Dlaczego?
-Wiesz, ledwo co cię znam, a byle komu się nie zwierzam.
-Jestem przyjacielem twojego przyjaciela. - zaśmiał się.
-Tak, przyjaciela...
-To Zayn jest tym twoim ukochanym...
-Co?! Nie! Czemu tak sądzisz? - zestresowałam się.
-Zayn cały czas mówi: moja słodka Charlie, moja kochana Caroline i takie tam różne podobne.
-To nie znaczy, że ja go kocham. - skierowałam wzrok w wodę.
-A kochasz? - spytał patrząc na mnie.
-Nie. - skłamałam.
-Powiedz mi w oczy, że go nie kochasz a dam ci spokój.
-Nie umiem kłamać prosto w oczy. - patrzyłam cały czas na twarz bruneta.
-Czyli go kochasz.
-Kocham go. Kocham go jak cholera, ale on mnie zostawił! - po policzku spłynęła mi samotna łza.
-On ciebie też kocha.
-Jakoś w ogóle mi jeszcze tego nie pokazał.
Liam wyjął telefon i zaczął gdzieś dzwonić. Patrzyłam na niego zdezorientowana. Zaczął mówić o mnie. Wszystko to co mu powiedziałam, za wyjątkiem tego, że kocham Zayn'a.
-Zayn zaraz tu przyjdzie. - oznajmił uśmiechając się.
-Ale cham... - udawałam obrażoną.
-To ja was zostawię samych. - poklepał mnie po ramieniu.
Nie skapnęłam o co mu chodzi, ale po chwili dowiedziałam się. Nade mną stał Zayn. Rozpoznałam go po tej pamiętnej czarnej bluzie z Nirvaną. Włosy postawione na żel, ciemna karnacja, czekoladowe tęczówki i te malinowe usta - mój ukochany Zayn.
-Cześć. - pocałował mnie w policzek, a ja nic się nie odezwałam.
-Nie odezwiesz się? - spytał, a ja kiwnęłam głową na nie.
-Zaraz zobaczymy. - wziął mnie na ręce i posadził na swoich kolanach.
-A więc? - uroczo się uśmiechnął.
-A więc co? - spytałam również z uroczym uśmiechem.
-Więc kiedy powiesz mi, że mnie kochasz?
-Kto ci bzdur nagadał?
-Wiesz, Liam nie kłamie.
-Przecież on ci nic nie mówił!
-Ja mu się spytałem, a on przytaknął dzióbku. - w tym momencie złączył nasze wargi.
Zarzuciłam swoje ręce na jego szyję i zatraciłam się w pocałunku. Stawał się on coraz bardziej namiętny i zachłanny. Ręce Zayn'a powędrowały na moje odkryte uda. Postanowiłam przerwać pocałunek.
-Nie przerywaj. - oznajmił, wręcz rozkazał.
-Nie mogę puścić tego wszystkiego, co się wydarzyło, w zapomnienie.
-Kochanie, obiecuję ci, że jak teraz będę po zaplanowanym wcześniej koncercie to przyjadę tu i spędzę z tobą dużo czasu. - chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
-Zayn, ja nie chcę związku na odległość.
-Będę zabierał ciebie i Alex w trasy, zgoda? A teraz chcę znowu poczuć twoje usta. - musnął moje wargi swoimi.
Usiadłam obok niego. Objął mnie swoim ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. Bawiliśmy się naszymi dłońmi. Po chwili pociągnęłam Zayn'a za rękę w głąb parku. Przechodziliśmy właśnie koło róży.
-Wiesz, że tak oficjalnie, to my nie jesteśmy parą? - uśmiechnęłam się zadziornie.
Zayn zerwał różę z krzaczka i uklęknął na jedno kolano. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Wiedziałam jedno, że jest z niego wariat!
-Więc droga Caroline Sparks, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz wybranką mego serca?
-Niech się zastanowię... - powiedziałam, a po chwili dodałam. - Ależ oczywiście, najdroższy Zayn'ie Maliku.
Ucałował moją dłoń i wstał z ziemi. Włożył różyczkę za moje ucho i wyciągnął telefon. Zrobił mi jedno zdjęcie, lecz rozmazało się, bo ruszyłam się.
-Stój! Muszę mieć nową tapetę. - uśmiechnął się.
Stanęłam w dosyć śmiesznej pozie. Opierałam moje ręce na biodrach i lekko się przechyliłam. Zayn uwiecznił ten moment. Później złapał mnie w pasie i pocałował. Również zrobił nam zdjęcie, lecz skoro ma już nową tapetę to...
-Malik ani się waż! - krzyknęłam, kiedy przejrzałam jego niecne plany.
-Za późno, już dodane. - zaśmiał się.
Wyrwałam telefon z jego reki i weszłam na twitter'a. Zobaczyłam, że Zayn dodał nowe zdjęcie z dopiskiem: ''Z moją pierwszą, jedyną i najważniejszą miłością. W końcu razem! Kocham cię Caroline <3 ''
-Zgłupiałeś. - powiedziałam.
-Kocham cię Caroline. - powiedział.
-Ja ciebie też. - pocałowałam jego usta.
Do wieczora razem spacerowaliśmy po parku trzymając się za ręce i całując co chwilę.
Z punktu widzenia Alex.
Po rozmowie z Charlie poszłam się szykować. Nie wiem dlaczego, ale chciałam jakoś wyglądać. Zrobiłam sobie lekki makijaż, rozpuściłam włosy i poszłam się przebrać po raz trzeci. Chwyciłam pokrowiec z gitarą i poszłam do parku w umówione miejsce. Loczek już na mnie czekał.
- Witam Harolda. - powiedziałam dochodząc do ławki.
- Witać Alexandre. - odpowiedział i pokazał swoje dołeczki.
- Zaczynamy?
- Pewnie.
Nauka na początku szła tragicznie, ale po ciężkiej pracy w końcu się udało.
- No w końcu załapałeś! - powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Dziękuję! - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- No nie ma za co.
- No to w nagrodę zabieram cię na lody! - powiedział, złapał za rękę i pociągnął za sobą.
- Harry chodź się już gdzieś lepiej przejść!
- Okej...a gdzie chcesz iść?
- No nie wiem...może...może...no sama nie wiem no! Powłóczmy się tak bez celu.
- Jeśli tak chcesz...
I ruszyliśmy przed siebie. świetnie nam się ze sobą gadało, czułam jakbyśmy znali się od lat, a znamy się tylko trzy dni...nie wiem dlaczego. Doszliśmy na jakąś łąkę.
- Zmęczyłem się - westchnął Harry - usiądziemy?
- Okej, ale już się ściemnia...
- Spokojnie ze mną jesteś bezpieczna.
- Skąd mam mieć taką pewność.
- Po prostu mi zaufaj.
- No ufam ci, zbyt szybko zaczynam ufać ludziom i to jest właśnie nie za fajne...
- Dlaczego?
- Wykorzystują to, a później jak już im się znudzę odchodzą i wszystko wygadują lub coś w tym stylu.
- Ale wiesz, niektórym można zaufać...
- Mam nadzieję że tobie tak. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Mnie można...jak chcesz to spytaj chłopaków.
- Nie muszę, bo już chyba zdążyłam ci zaufać...dziwne, wiem.
- Dlaczego dziwne?
- Znamy się dopiero trzy dni, a ja no sam widzisz...
- To wcale nie jest dziwne. Bynajmniej dla mnie.
- Dobra zmieńmy temat.
- Ale na jaki?
- Czy zawsze ja muszę coś wymyślać?
- No bo ja nie wiem.
- To na razie sobie pomilczmy.
Położyłam się na trawie i zaczęłam patrzeć w ciemne niebo, było już tak ciemno że zaczęły pojawiać się gwizdy. Harry położył swoją głowę na moim brzuchu. Nawet się nie zorientowałam kiedy zaczęłam bawić się jego lokami.
- Jakie jest twoje marzenie ? - spytał nieoczekiwanie.
- Eh...nie ważnie. Pomyślisz ze to głupie... - powiedziałam, nie chciałam się mu przyznawać że moje marzenie jest jak jakiejś małej dziewczynki.
- Ej, powiedz...obiecuję że nie będę się śmiał.
- Nie...
- No powiedz...
- Wiesz jak byłam mała kochałam oglądać bajki Disneya...zresztą do dzisiaj uwielbiam. I tak zawsze chciałam mieć taką historię...wiesz dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, a okazuje się ze czekali na siebie całe życie...tak bym tego chciała, ale wiem ze to nigdy się nie spełni.
- A skąd wiesz? Może spełni? Nic nie jest pewne.
- Może, ale wątpię. Wiele ludzi mi mówi że powinnam już dorosnąć bo mam prawie 18 lat, ale ja tego nie chcę.
- Dorośniesz wtedy kiedy sama będziesz miała na to ochotę.
- Wiem, o tym...a ty o czym marzysz?
- Moje marzenie się już spełniło...Jestem w zespole, mam wspaniałych przyjaciół, ale czuję że jeszcze czegoś mi brakuje...
- Miłości...- nie wiem dlaczego to powiedziałam.
- Może i tak....
Całą rozmowę przerwał telefon Harrego. Rozmawiał dłuższą chwilę.
- To był Zayn.
- I co chciał?
- Mamy przyjść do jego domu, chcą coś obgadać
- No to chodźmy.
Szliśmy szybkim krokiem i po dwudziestu minutach byliśmy już u Zayna w domu.
- No i są nasze zguby! - powiedziała Caroline.
- No jesteśmy. - powiedziałam i usiadłam koło niej.
- To...co chcieliście? - spytał Harry.
- Wpadliśmy na pomysł że pojedziemy razem na tydzień nad jezioro, co wy na to?
- Ja jestem za! - powiedział Harry.
- No można jechać tylko ze ja za bardzo pływać nie umiem...
- To się nauczysz, ale jutro z rana wyjeżdżamy. - powiedziała Charlie.
- A gdzie spać będziemy? - spytałam.
- Pod namiotami! - powiedział ucieszony Zayn. - i namioty mamy tylko dwuosobowe będzie trzeba się podzielić, więc z góry mówię że jestem z Caroline w jednym namiocie.
- A Danielle też by mogła jechać? - spytał Liam.
- No pewnie że tak. - powiedziała Charlie.
Liam poszedł zadzwonić do swojej dziewczyny, a my dalej się 'dzieliliśmy'
- No to ja z kim będę? Caroline już zajęta...- powiedziałam.
- Jeśli masz ochotę możesz być ze mną. - powiedział Harry i zabawie poruszył brwiami.
- No chyba nie mam innego wyboru. - odpowiedziałam.
- No to ja z Niallem będziemy w jednym namiocie?! - spytał Louis.
- No na to wygląda. - odpowiedział mu Zayn.
- Danielle jedzie! I żeby nie było, to ja jestem z nią w namiocie! - powiedział Liam wchodząc do pokoju.
- Przeżyjemy Stary! - powiedział blondyn i poklepał Louisa po plecach.
- No raczej.
- Ej dobra ja i Alex musimy spadać bo wujek i ciocia się będą martwić. Do jutra! - powiedziała Carolinie i pocałowała Zayna na pożegnanie.
- Do jutra. - powiedziałam i wyszłyśmy. Od razu kiedy zaszłyśmy do domu położyłam się spać, bo byłam zmęczona.
- Witam Harolda. - powiedziałam dochodząc do ławki.
- Witać Alexandre. - odpowiedział i pokazał swoje dołeczki.
- Zaczynamy?
- Pewnie.
Nauka na początku szła tragicznie, ale po ciężkiej pracy w końcu się udało.
- No w końcu załapałeś! - powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Dziękuję! - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- No nie ma za co.
- No to w nagrodę zabieram cię na lody! - powiedział, złapał za rękę i pociągnął za sobą.
- Harry chodź się już gdzieś lepiej przejść!
- Okej...a gdzie chcesz iść?
- No nie wiem...może...może...no sama nie wiem no! Powłóczmy się tak bez celu.
- Jeśli tak chcesz...
I ruszyliśmy przed siebie. świetnie nam się ze sobą gadało, czułam jakbyśmy znali się od lat, a znamy się tylko trzy dni...nie wiem dlaczego. Doszliśmy na jakąś łąkę.
- Zmęczyłem się - westchnął Harry - usiądziemy?
- Okej, ale już się ściemnia...
- Spokojnie ze mną jesteś bezpieczna.
- Skąd mam mieć taką pewność.
- Po prostu mi zaufaj.
- No ufam ci, zbyt szybko zaczynam ufać ludziom i to jest właśnie nie za fajne...
- Dlaczego?
- Wykorzystują to, a później jak już im się znudzę odchodzą i wszystko wygadują lub coś w tym stylu.
- Ale wiesz, niektórym można zaufać...
- Mam nadzieję że tobie tak. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Mnie można...jak chcesz to spytaj chłopaków.
- Nie muszę, bo już chyba zdążyłam ci zaufać...dziwne, wiem.
- Dlaczego dziwne?
- Znamy się dopiero trzy dni, a ja no sam widzisz...
- To wcale nie jest dziwne. Bynajmniej dla mnie.
- Dobra zmieńmy temat.
- Ale na jaki?
- Czy zawsze ja muszę coś wymyślać?
- No bo ja nie wiem.
- To na razie sobie pomilczmy.
Położyłam się na trawie i zaczęłam patrzeć w ciemne niebo, było już tak ciemno że zaczęły pojawiać się gwizdy. Harry położył swoją głowę na moim brzuchu. Nawet się nie zorientowałam kiedy zaczęłam bawić się jego lokami.
- Jakie jest twoje marzenie ? - spytał nieoczekiwanie.
- Eh...nie ważnie. Pomyślisz ze to głupie... - powiedziałam, nie chciałam się mu przyznawać że moje marzenie jest jak jakiejś małej dziewczynki.
- Ej, powiedz...obiecuję że nie będę się śmiał.
- Nie...
- No powiedz...
- Wiesz jak byłam mała kochałam oglądać bajki Disneya...zresztą do dzisiaj uwielbiam. I tak zawsze chciałam mieć taką historię...wiesz dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, a okazuje się ze czekali na siebie całe życie...tak bym tego chciała, ale wiem ze to nigdy się nie spełni.
- A skąd wiesz? Może spełni? Nic nie jest pewne.
- Może, ale wątpię. Wiele ludzi mi mówi że powinnam już dorosnąć bo mam prawie 18 lat, ale ja tego nie chcę.
- Dorośniesz wtedy kiedy sama będziesz miała na to ochotę.
- Wiem, o tym...a ty o czym marzysz?
- Moje marzenie się już spełniło...Jestem w zespole, mam wspaniałych przyjaciół, ale czuję że jeszcze czegoś mi brakuje...
- Miłości...- nie wiem dlaczego to powiedziałam.
- Może i tak....
Całą rozmowę przerwał telefon Harrego. Rozmawiał dłuższą chwilę.
- To był Zayn.
- I co chciał?
- Mamy przyjść do jego domu, chcą coś obgadać
- No to chodźmy.
Szliśmy szybkim krokiem i po dwudziestu minutach byliśmy już u Zayna w domu.
- No i są nasze zguby! - powiedziała Caroline.
- No jesteśmy. - powiedziałam i usiadłam koło niej.
- To...co chcieliście? - spytał Harry.
- Wpadliśmy na pomysł że pojedziemy razem na tydzień nad jezioro, co wy na to?
- Ja jestem za! - powiedział Harry.
- No można jechać tylko ze ja za bardzo pływać nie umiem...
- To się nauczysz, ale jutro z rana wyjeżdżamy. - powiedziała Charlie.
- A gdzie spać będziemy? - spytałam.
- Pod namiotami! - powiedział ucieszony Zayn. - i namioty mamy tylko dwuosobowe będzie trzeba się podzielić, więc z góry mówię że jestem z Caroline w jednym namiocie.
- A Danielle też by mogła jechać? - spytał Liam.
- No pewnie że tak. - powiedziała Charlie.
Liam poszedł zadzwonić do swojej dziewczyny, a my dalej się 'dzieliliśmy'
- No to ja z kim będę? Caroline już zajęta...- powiedziałam.
- Jeśli masz ochotę możesz być ze mną. - powiedział Harry i zabawie poruszył brwiami.
- No chyba nie mam innego wyboru. - odpowiedziałam.
- No to ja z Niallem będziemy w jednym namiocie?! - spytał Louis.
- No na to wygląda. - odpowiedział mu Zayn.
- Danielle jedzie! I żeby nie było, to ja jestem z nią w namiocie! - powiedział Liam wchodząc do pokoju.
- Przeżyjemy Stary! - powiedział blondyn i poklepał Louisa po plecach.
- No raczej.
- Ej dobra ja i Alex musimy spadać bo wujek i ciocia się będą martwić. Do jutra! - powiedziała Carolinie i pocałowała Zayna na pożegnanie.
- Do jutra. - powiedziałam i wyszłyśmy. Od razu kiedy zaszłyśmy do domu położyłam się spać, bo byłam zmęczona.
Kiedy następny rozdział ?
OdpowiedzUsuńzajebiaszcze *.* chcę kolejny :3 :3 :3
OdpowiedzUsuń