Z punktu widzenia Alex.
Była szósta rano, a ja się już obudziłam...zresztą nie tylko siebie bo Caroline także. Wszystko przez to ze obudziłam się z krzykiem.- Co się stało?! - spytała wyraźnie przerażona Charlie.
- Przepraszam....to przez mój sen.
- Nie masz za co przepraszać, co ci się śniło? - spytała siadając koło mnie i przytulając mnie do siebie.
- Rodzice...Miałyśmy znowu pięć lat. Siedzimy w domu przed ogromną choinką i czekamy, aż mama powie ze możemy rozpakować prezenty...- mówiłam, a raczej bełkotałam przez łzy. - Ja tak strasznie za nimi tęsknię...
-Ja też, ale musimy był silne...nie płacz, prześpij się trochę. - powiedziała i pocałowała mnie w czoło. Próbowałam zasnąć, ale mi się nie udawało. Nie wytrzymałam wstałam z wyrka. Poszłam się ogarnąć, spięłam sobie jakiegoś takiego nie ogarniętego koka, nie malowałam się, ubrałam się i poszłam, raczej pobiegłam na cmentarz.Szybko odnalazłam grób rodziców. Usiadłam przed nim i patrzyłam na małe zdjęcie rodziców. Tak strasznie mi ich brakowało...Może i niedługo będę miała to osiemnaście lat, ale i tak czasami zachowuję się jak sześcioletnia dziewczynka. Nagle poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Automatycznie odwróciłam głowę. Nie ukrywam że się prze straszyłam, bo ten ktoś był w kapturze.
- K-kim jesteś? - spytałam przerażona.
- Już mnie nie pamiętasz?
Nie odpowiedziałam, bo po prostu bałam się. Spojrzałam tylko na niego (po głosie poznałam że to chłopak).
- To ja, Jackob, kolega z podstawówki, zawsze od ciebie ściągałem na klasówkach. - powiedział i ściągnął kaptur.
- O mój Boże cześć! nie strasz mnie tak więcej! - powiedziałam i go przytuliłam.
- No wiesz...A tak w ogóle to co ty tu robisz?
- Razem z Caroline odwiedziłyśmy ciocię i wujka.
- No to ciekawie...na długo?
- Same jeszcze nie wiemy.
- No to spoko...Co tu robisz tak wcześnie?
- Koszmary, itp. - wiem że mój dzisiejszy sen to nie był koszmar, ale raczej nie będę mu się zwierzać, w końcu nie widziałam go od podstawówki! - A ty?
- Codziennie rano tu spaceruję...i myślę, wspominam.
- Wspominasz? co?
- Te czasy kiedy codziennie się widzieliśmy, wiesz tęsknię za nimi...
- Jackob ja nie wiem co powiedzieć...
- Prawdę...Wiem że nie widzieliśmy się kilka lat, ale od czasu podstawówki jestem w tobie zakochany...Spróbujmy, proszę.
- Wczoraj straciłam chłopaka...ja chyba nie jestem gotowa na kolejny związek...
- Ja cię nie zranię...Zapomnisz o tym palancie migiem.
- Ale ja nie jestem pewna...
W tym momencie Jackob mnie pocałował. Nie było mi to na rękę. Oderwałam się od niego.
- Jackob nie! Przestań!
- Ale dlaczego?
- Ja nic do ciebie nie czuję!
- A może poczujesz...- powiedział i był coraz bliżej mnie.
- Nie czułam, czuję i czuć nie będę! Jesteś tylko dla mnie starym znajomym zrozum to! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz i wybiegłam z cmentarza. Myślałam że ten wyjazd będzie dla mnie dobry, ale się myliłam jak na razie nie jest zbyt miło. Pobiegłam do domu. Tam na łóżku siedziała Charlie z słuchawkami w uszach. Usiadłam koło niej.
- Caroline... - powiedziałam wyjmując jej słuchawki z uszu.
- Co się stało?
- Wróćmy już do domu proszę...
- Dlaczego? co się dzieje? - spytała i objęła mnie ramieniem.
- Wiesz...najpierw ta zdrada, a teraz jeszcze spotkałam Jackob'a, tego kolegę z podstawówki. Zaczął się do mnie dostawiać,a ja nic do niego nie czuję...ja już nie mogę tego wszystkiego ogarnąć.
- Ej, Alex nie możesz tak po prostu uciekać od problemów. Tak nie może być. Idź i zrób coś dla siebie. No na przykład pograj na gitarze i pośpiewaj! Strasznie dobrze ci to wychodzi.
- Okej dzięki za radę! - powiedziałam i pocałowałam ją w policzek. Robiło się coraz cieplej jak na tak wczesną porę, więc postanowiłam się przebrać. Chwyciłam pokrowiec z gitarą, i szłam w stronę drzwi kiedy nagle poczułam przy nodze miłe futerko Zeusa.
- Co psiaku? Chcesz iść ze mną? - spytałam. On tylko po merdał ogonem. Przypięłam go na smycz i wyszliśmy. Usiadłam na ławce, Zeusa przywiązałam do niej i najpierw nastroiłam gitarę, a później zaczęłam grać. Pierwszą piosenkę jaką zagrałam to było I love you Till the end. Zatrzymywało się prze de mną mnóstwa par. Nawet trochę udało mi się zarobić. Po kilku piosenkach zauważyłam Zayna, Harrego, Louisa, Liama i Nialla. Nie robiło mi to zbytnio czegoś wielkiego. Postanowiłam przerzucić się na coś polskiego. Dziadek od strony taty był Polakiem i mnie kilka nauczył . Widziałam ze chłopacy usiedli dwie ławki obok mnie, ale ja grałam dalej. Zagrałam piosenki Dżemu : chcę ci coś powiedzieć, Wehikuł czasu, Czerwony jak cegłą, Naiwne pytania, Autsajder i wiele innych. W pewnym momencie podszedł do mnie Harry.
- Cześć Alex.
- Siemka.
- Masz talent.
- Jaki tam talent po prostu robię to co uwielbiam.A gram to co czuję.
- No i do tego dochodzi twój talent. Niall też gra na gitarze i czasami gra u nas w zespole, ale częściej śpiewa.
- To wy macie jakiś zespół?
- Tak. Nie słyszałaś o One Direction?
- No tak jakoś nie udało mi się usłyszeć...
- W sumie to dobrze ze nie słyszałaś, bo większość ludzi przyjaźni się z nami tylko ze względu na sławę...
- Nawet gdybym to wiedziała, to bym tego nie zrobiła. Ja nie przyjaźnię się z kimś za to że jest sławny czy coś w tym stylu, ja się przyjaźnie z kimś za to jakim jest człowiekiem.
W tym momencie obudził się Zeus i od razu zaczął lizać Harrego.
- Chyba cię polubił. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- To chyba dobrze, bo ja go też.
- Dzięki że go wtedy złapaliście.
- Nie złapalibyśmy gdybyś nie zaczęła się drzeć.
- No wiesz strasznie kocham tego psa i nie wybaczyłabym sobie gdyby coś mu się stało.
- Szybko się przywiązujesz co nie?
- No niestety tak, dlatego trochę mnie boli jak ktoś mi bliski odchodzi tak po prostu, a najgorzej jak dwie bliskie ci osoby odejdą tak po prostu...
- O kim mówisz?
- O moich rodzicach...
- Przepraszam...nie powinienem nawet pytać.
- Nic się nie stało.
- Wiesz mam do ciebie prośbę...
- Jaką?
- Przed chwilą śpiewałaś taką fajną piosenkę, mogłabyś mnie jej nauczyć?
- A o jaką ci chodzi?
Zanucił chcę ci coś powiedzieć.
- Dobry wybór uwielbiam tą piosenkę.
- A o czym ona jest, bo nie zrozumiałem.
- Wiesz co spotkajmy się o szesnastej tutaj i wtedy cię nauczę okej?
- No dobra.
- To ja już będę mykać papa! Do zobaczenia. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Spakowałam gitarę, wzięłam Zeusa i wróciliśmy do domu. Charlie cały czas siedziała w pokoju.
- Ej czemu nigdzie nie wyjdziesz? Fajna pogoda itp.
- Wiesz jakoś nie mam ochoty...
- A dlaczego?
- Gadałam dzisiaj z Zaynem...
- I co?
- Powiedział że wciąż mnie kocha...
- No to chyba dobrze nie?
- Ale ja nie zniosłabym kolejnej rozłąki...
- Caroline, posłuchaj się młodszej siostry. Widać że ty nadal go kochasz, a on ciebie! Jeśli ludzie się kochają to muszą ze sobą być, a ty i Zayn jesteście przykładem idealnej pary. - patrzyła tylko w jeden punkt, a ja gadałam dalej. - Nawet nie wiesz jak bardzo ci tego zazdroszczę, takie prawdziwej miłości, a nie takiego czegoś jak ja przeżyłam.
- Jesteś wspaniałą siostrą i dziewczyną na pewno znajdziesz kiedyś sobie swojego Romeo.
- Oby...Ale ty już takiego masz, to Zayn. Nie strać go drugi raz.
Z perspektywy Charlie
Kiedy po raz drugi wstałam, o dziwo Alex już nie było. Spojrzałam na zegarek - ósma. Zazwyczaj obie spałyśmy do późna. Ale cóż, ludzie się zmieniają.
Postanowiłam sobie dzisiaj trochę pobiegać, jak to zazwyczaj robiłam, z resztą nadal robię, w Londynie. Podeszłam do walizki, gdzie wszystkie ciuchy były upakowane byle jak. Wyciągnęłam z niej czarną bokserkę i czarne, krótkie spodenki. Na nogi założyłam Nike. Zabrałam to tego niebieską bluzę. Dostałam ją od rodziców na imieniny. Łzy zaczęły zbierać mi się w oczach, ale pomyślałam, że muszę być silna. Przypięłam smycz do Lucky'ego, bo chciałam zabrać go ze sobą, co później nie okazało się za dobrym pomysłem.
Zeszłam na dół. Zabrałam jabłko ze stołu i przy okazji wzięłam również słuchawki. Sprawdziłam stan swojego portfela - wzięłam jakieś drobniaki na kupno picia. Wyszłam z domu razem z psem i truchtem zmierzałam w stronę parku.
Biegając już jakieś piętnaście minut zauważyłam JEGO. Siedział na ławce z kumplami. Gwałtownie się zatrzymałam. Musiałam przemyśleć moją trasę - przebiec przez wcześniej zaplanowane miejsce czy tak nagle zmienić plany. Pomyślałam sobie, że ON nie zepsuje mi tego dnia. Razem z Lucky'm znowu ruszyliśmy. Za parę metrów miałam przebiec koło niego... Nie wiem dlaczego, ale bałam się. Bałam się jak cholera! Lukcy jakby wyczuł co się dzieje i pobiegł szybciej...
Przebiegłam koło niego. Kamień spadł mi z serca. Nie odwracałam się w ogóle. Stanęłam dopiero przy budce z lodami. Mimo że było chłodniej zamówiłam sobie trzy gałki lodów i dokupiłam wodę. Niedaleko miejsca, w którym się znajdowałam, stała fontanna. Przeszłam spokojnym spacerkiem tam z moim pieskiem i pozwoliłam mu się wykąpać. Sama zaś usiadłam na ławce zaraz przy zbiorniku.
Odpoczywając znowu zauważyłam, że idzie tu Zayn. Speszyłam się. Zauważył mnie! To była jedna z najgorszych, możliwych opcji! Chciałam szybko zabrać stąd psa, lecz on odmawiał mi posłuszeństwa.
-Lucky! - podniosłam głos.
Pies odpowiedział mi tak, że całą mnie pochlapał. Zdenerwowałam się i wyciągnęłam psa z fontanny. I tak nie robiło mi to żadnej różnicy, gdyż byłam już tak czy siak cała mokra. Zdjęłam moją bluzę i zawiązałam ją sobie w pasie. Rozejrzałam się dookoła i nigdzie nie widziałam mojego szczeniaka! Po chwili dostrzegłam go - bawiącego się z mulatem i jego czwórką kumpli. Chcąc, czy nie chcąc musiałam do nich podejść.
-Chciałabym zabrać mojego psa. - oznajmiłam patrząc na piątkę chłopaków.
-Jak się wabi? - spytał uroczy blondyn z niebieskimi ślepkami.
-Lucky. - niepewnie odpowiedziałam.
-Niall jestem. - wyciągnął do mnie dłoń blondynek.
-Caroline. - uścisnęłam ją.
Przez chwilę Zayn chyba mnie nie zauważył, ale kiedy wypowiedziałam swoje imię, podniósł się jak na komendę. Spoglądał na mnie, ale ja uciekałam wzrokiem po całym parku.
-Ja jestem Harry. - powiedział chłopak w loczkach.
-Ja Liam. - odpowiedział brązowooki.
-A ja jestem Jennifer. - odpowiedział szatyn, na co wszyscy się zaśmiali, łącznie ze mną. - A tak na serio to mam na imię Louis.
-Caroline, ale wolę jak mówią mi Charlie. - powiedziałam.
-A ty się pacanie nie przedstawisz? - loczek szturchnął mulata.
-Dlaczego mnie unikasz? - spytał Zayn patrząc mi w oczy.
-Chciałabym już iść. Miło było was poznać chłopaki. - zapięłam psu smycz.
-Caroline! Porozmawiajmy w końcu! Nie możesz całe życie uciekać przede mną! - donośnie podniósł głos, można powiedzieć, że krzyknął.
-Ej, nie wydzieraj się na nią! - stanął w mojej obronie Louis.
-To TY uciekłeś bez słowa. - odpowiedziałam z żalem w głosie.
-Nie uciekłem, tylko wyjechałem w trasę! - bronił się.
-Nie dałeś znaku życia. Co ja miałam sobie pomyśleć?! - łzy zaczęły napływać mi do oczu.
Reszta chłopców patrzyła na nas jak na jakiś...idiotów? Chyba tak mogłam nas w tamtym momencie nazwać, bo dwoje ludzi kłócących się w parku to chyba niecodzienny widok.
-Może też nam coś wyjaśnicie? - powiedział Liam.
-Ach tak! To ty jesteś Caroline! Zayn dużo nam opowiadał o tobie. - powiedział Harry, lecz nie zwróciłam na to uwagi.
-Ach tak! To ty jesteś Caroline! Zayn dużo nam opowiadał o tobie. - powiedział Harry, lecz nie zwróciłam na to uwagi.
-Zayn jest, znaczy był, moim przyjacielem. Największym skarbem jakiego posiadałam. Rok temu zmarli moi rodzicie. Jego nie było wtedy przy mnie! Wyjechał! Nie dał znaku życia! - wykrzyczałam.
-Ej, spokojnie. - podszedł do mnie blondyn.
-Zostaw mnie. - odsunęłam się.
-Charlie, proszę cię. Nie rozumiesz, że wiem, że popełniłem błąd? - Zayn dalej brnął w swoje.
-Niełatwo mi po tym wszystkim ci wybaczyć. - oznajmiłam patrząc w jego czekoladowe tęczówki.
Moje oczy nie wytrzymały i popłynął z nich potok łez. Schowałam głowę w kolana. Ktoś usiadł obok mnie i przytulił mnie do swojego torsu. Podniosłam się i ujrzałam zasmuconego Zayn'a. Objęłam go mocno. Opuszkami palców masował moje plecy.
Kiedy się uspokoiłam podniosłam się i zobaczyłam, że przy nas nie ma reszty chłopaków jak i mojego psa.
-Gdzie Lucky? - spytałam pociągając nosem.
-Chłopacy wzięli go na spacer. Chcę z tobą porozmawiać. - powiedział pełen skruchy.
-Zayn, rozumiem, że kariera jest ważna dla ciebie, więc nie odnawiajmy naszej przyjaźni i tych uczuć, które były między nami. Znowu mnie zostawisz, a ja nie chcę cierpieć i przechodzić przez to drugi raz.
-Nie zostawię cię teraz, słyszysz? Nigdy nie przestałem cie kochać.
Jego usta zaczęły zbliżać się do moich. Nagle złączyły się w namiętnym pocałunku. Wiedziałam, że źle robię, ale ja tak dawno nie czułam jego warg. Oderwałam się po jakiś paru minutach od niego i spojrzałam w jego oczy. Były rozświetlone i tak jakby pełne szczęścia.
-Nie jestem jeszcze gotowa na to Zayn. Bądźmy na razie przyjaciółmi. - przytuliłam się do niego.
-Ale ja cię tak bardzo kocham...
-Jeśli mnie na prawdę kochasz, to daj mi czas... Muszę to wszystko ogarnąć. Pójdę teraz do domu. Niech ktoś później przyprowadzi mi psa, okey?
-Okey. Kocham cię i nie zapominaj o tym.
Mimowolnie się uśmiechnęłam i wyszłam z parku zostawiając Zayn'a samego na ławce. Musiałam przemyśleć, czy chcę być z nim, czy go kocham? Trudne to będzie dla mnie, ale cóż... Nie zniosłabym kolejnej rozłąki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz