sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział 2



    Z punktu widzenia Alex.


To już drugi dzień w Bradford. To miasto jest dla mnie najważniejsze. Obudził mnie, mój kochany Zeus. Zaczął lizać mnie po twarzy, czyli to było znakiem ze chce iść na dwór. Wstałam z wyrka i poczłapałam do łazienki się ogarnąć. Splotłam sobie warkocza na bok, zrobiłam lekki makijaż i wyszukałam coś w torbie, przypięłam Zeusa na smycz i jeszcze poszłam do kuchni. 

- O gdzie się wybierasz tak wcześnie? - spytała ciocia szykując śniadanie.
- Na spacer z psiakiem. - od powiedziałam chwytając jabłko.
- A śniadanie? - wtrącił wuja.
- Jak wrócę to coś zjem. - pocałowałam ich w policzek i wyszłam z domu. Poszliśmy z Zeusem w stronę parku. Tam usiadłam na ławce, a smycz była tak długa by psina mogła się wylatać. Nagle usłyszałam dźwięk sms'a. Otworzyłam wiadomość i całą radość tak jakby zniknęła. Było tam zdjęcie mojego chłopaka z moją przyjaciółką, pod spodem była jeszcze wiadomość : W końcu Eric może być z kimś perfekcyjnym, a nie takim wybrakowanym jak ty ;) Twoja przyjaciółka Christina :* xx. Zapatrzyłam się w to zdjęcie i od razu zachciało mi się ryczeć. Fakt jestem wybrakowana, jedyną osobą, której ufam jest moja siostra i to jedyna osoba, która tak naprawdę mnie kocha...ale po prostu nie mieściło mi się to w głowie. Przez to wszystko nie zauważyłam jak Zeus wyślizgnął się z obroży i gdzieś pobiegł.
- Zeus! - zaczęłam się drzeć na cały park - Zeus do nogi! - łzy zaczęły cieknąć mi z oczu. Myślałam już tylko o najgorszym, ze coś się stało mojemu psiakowi. Biegałam po parku i tak krzyczałam, pytałam ludzi, ale nikt nie widział biało - brązowego szczeniaczka. Nagle zobaczyłam grupkę chłopaków, którzy bawili się z nim. W tej grupce był też Zayn. Nie miałam ochoty na niego patrzeć po tym co zrobił Caroline, ale chciałam odzyskać pieska.
- Zayn! trzymajcie tego psa, proszę! - krzyknęłam do niego a on tylko odkiwnął głową. Biegłam coraz szybciej i niestety nie zauważyłam gałęzi i jebs! potknęłam się i poleciałam do przodu. Od razu pies podbiegł do mnie. Chwyciłam go i mocno do siebie przytuliłam.
- Nie uciekaj mi nigdy więcej, proszę! - mówiłam jakby miał to zrozumieć. Siedziałam tak na tym chodniku i nie wypuszczałam z objęć mojego Słodziaka.
- Dobra Alex wstań - usłyszałam Zayna. Posłałam mu groźnie spojrzenie. Niech wie że nie może tak się po prostu uśmiechnąć i wszystko  będzie dobrze. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się miło do każdego z nich i nawet do Malika bo tak wypadało.
- A my to się chyba nie znamy... - powiedział uroczy brunet w loczkach.
- Ja jestem Alexandra, ale wolę jak ludzie mówią na mnie Alex. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Ja jestem Harry, to jest Liam, Niall i Louis, a Zayna jak widać już znasz.
- No znam...
- Zna ale najchętniej, by zabiła. - wtrącił Zayn.
- Po tym co zrobiłeś mojej siostrze?! Ty wiesz jak ona cierpiała i jeszcze ta śmierć rodziców! - zaczęłam wrzeszczeć mu prosto w twarz.
- Nie miałem czasu jej o tym powiedzieć. - próbował się jakoś bronić.
- A kurwa telefon to co?! Numer chyba miałeś! 
- Wiem i dlatego chcę to wszystko naprawić!
- Słuchaj no. Jeszcze raz złamiesz jej serce, a ja złamię ci nos i ta twoja buźka nie będzie już taka piękna!
Już byłam bliska żeby mu walnąć w twarz, ale przeszkodził mi telefon. To był Jack, już mój były chłopak.
- Czego chcesz?
- Pogadać...
- O czym?!
- Ten SMS od Christiny...byłem wtedy pijany! 
- Gówno nie pijany! 
- Daj to sobie wytłumaczyć! 
- Co tłumaczyć?! że miałeś już dość bycia z jakąś wybrakowaną sierotą?! Byłam dla ciebie nieodpowiednia bo nie zakładałam miniówek i nie nakładałam sobie kilo tapety na ryj?!
- Przepraszam...
- W dupę se wsadź to przepraszam! Idź sobie bzyknij Christinę, o ile kurwa masz czym! 
Rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o chodnik. Cały się roztrzaskał, ale mnie to nie ruszyło. Pożegnałam się z chłopakami i wróciłam do domu. Usiadłam na łóżku i zaczęłam ryczeć w poduszkę. Usłyszałam drapanie w drzwi, od razu wiedziałam że to Zeus. Wpuściłam go do środka.
- Narobiłeś mi dzisiaj strachu głuptasie. - powiedziałam i pocałowałam go w czoło. Od tylko polizał mnie po policzku i powędrował na dół. Poszłam do salonu i włączyłam sobie telewizor. Latałam po kanałach i przełączyłam na coś i akurat zaraz miał lecieć dramat PS Kocham cię. Lubiłam go nawet oglądać, chociaż zawsze się na nim rozklejałam. Poczłapałam do kuchni po coś do picia i jedzenia. 
- A gdzie Caroline? - spytałam wujka, który czytał gazetę. 
- Poszła do Malików - odparł.
- Mhm.
Wróciłam na sofę i chwilę później dołączył do mnie Zeus. Razem z nim zaczęliśmy oglądać. Co drugą scenę ryczałam i za każdym razem ciocia pytała mi się co się stało ja z rozbawieniem po raz kolejny tłumaczyłam jej że to przez film. Skończył się film i poszłam na spacer, tym razem bez Zeusa, bo sobie spał. Łaziłam zawsze tymi samymi dróżkami. Te same drzewa, krzaki, nic tu się nie zmieniło. Takie Bradford jakie zapamiętałam i kochałam.
- Cześć Alex! - usłyszałam Harrego.
- O siemka. Co tam u ciebie?
- A wiesz tak jakoś leci, ale chyba u ciebie nie za dobrze, po tym jak roztrzaskałaś swój telefon...
- A jakoś daję radę...
- Przepraszam za ciekawość, ale kto cię tak zezłościł?
- Mój były...Dostałam zdjęcie jak liże się z moją przyjaciółką, wiec wiesz...straciłam i przyjaciółkę i chłopaka...
- Idiota...
- Czemu tak myślisz?
- Ja bym czegoś takiego nie zrobił tak pięknej dziewczynie jak ty. - powiedział i cwaniakowato się uśmiechnął.
- Daruj sobie te fałszywe komplementy. 
- One nie są fałszywe. 
- A myśl sobie co tam chcesz.
- Wiesz jak ty to robisz?
- Ale co?
- Mówisz ludziom co o nich myślisz tak prosto z mostu, na przykład tak jak dzisiaj Zaynowi...
- Zranił moją siostrę...nie wystarczy?
- No chyba wystarczy...ale on nie chciał tego zrobić.
- Słuchaj jak masz zamiar go bronić to darujmy sobie tą rozmowę. Już się na niego nie gniewam bo wiem ze Caroline naprawdę go kocha, ale jak zrobi to samo po raz drugi tu go chyba zabiję.
- Nie nie o to mi chodzi. Po prostu.....zmieńmy temat.
- No okej. A tak w ogóle to co was tu sprowadza do Bradford?
- Przyjechaliśmy na trochę tu z Zaynem, a później cała piątką wracamy do Londynu, do naszej wspólnej willi.
- Ja i Caroline też mieszkamy w Londynie.
- No to fajnie. Masz ochotę na lody?
- Pewnie!
Poszliśmy do lodziarni. Wzięłam sobie czekoladowe.Usiedliśmy przy stoliku i tak sobie gadaliśmy.Zleciało kilka godzinek, strasznie fajnie mi się z nim czas spędzało i gadało, ale musiałam już wracać do domu. Odprowadził mnie i się porzegnaliśmy. 
- Wróciłam! - krzyknęłam ściągając buty.
- Akurat zdąrzyłaś na kolację - powiedziała Charlie wychylając się za drzwi kuchennych.
- To dobrze bo zgłodniałam.
Usiedliśmy do stołu i tak jakoś w milczeniu zjedliśmy kolację. Po jedzeniu umyłam naczynia i poszłam się przebrać w piżamy. Caroline leżała na łóżku jak nieżywa.
- Widziałam się z Zaynem i jego kolegami... - powiedziałam.
- Ja też go widziałam. - odparła. 
- Gadałaś z nim?
- Nie...Po za tym co się stało z twoim telefonem?
- Rozwaliłam go...
- Dlaczego?!
- To przez Erica i Christine. Zdradził mnie z nią...
- Nie przejmuj się tym palantem, tak będzie lepiej.
- Tak myślisz?
- Pewnie że tak.
- No dobra, teraz chciałabym iść już spać, dobranoc! 
- Dobranoc.
Zasnęłam od razu.
Z perspektywy Charlie.
Kiedy szłam w stronę domu Malików zżerał mnie ogromny stres. Sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że obawiałam się, że spotkam tam JEGO? Może i tak, ale w końcu jego rodzina była dla mnie prawie jak moja własna! Kiedy stanęłam przed bramą domu państwa Malików, zastanawiałam się czy wejść, czy wrócić do domu. Postanowiłam przełamać swój lęk i zadzwoniłam dzwonkiem. Brama automatycznie się otworzyła, a ja swobodnie podeszłam do drzwi. Zastukałam lekko do drzwi i czekałam, gdy ktoś otworzy mi drzwi. W najgorszym przypadku mógłby to być ON... Drzwi zaczęły się delikatnie uchylać. Na szczęście zobaczyłam w nich Waliyah.
-Caroline? - uśmiechnęła się do mnie.
-Cześć Waliyah. - podbiegła do mnie i uściskała mnie.
Chyba się za mną stęskniła, bo nikt wcześniej, oprócz ciotki, nie okazał mi takiej czułości. No może jeszcze Doniyah. Co w rodzinie, to nie zginie jak to mówi jakieś przysłowie. 
-Wróciłaś? - spytała nie puszczając mnie.
-Można tak powiedzieć. - lekko się zaśmiałam.
Złapała moją dłoń i wciągnęła mnie do środka. Zdjęłam moją skórzaną kurtkę, którą powiesiłam na wieszaku i wtedy zobaczyłam kolejną dziewczynkę z rodu Malików - Safaa.
-Caroline! - podbiegła najszybciej jak mogła i wtuliła się we mnie.
Mała miała łzy w oczach. Śmiać mi się chciało w tym momencie. Objęłam ją i głaskałam ją po plecach. Jednak stęskniłam się za to rodziną. Jak na zawołanie w tym momencie do pomieszczenia weszli rodzice uroczych dziewcząt. Oni też mnie mocno uściskali. 
Zaprosili mnie do salonu, gdzie usiadłam na wygodnej sofie i czekałam za kawą. Obok mnie od razu usadowiły się Waliyah i Safaa. Wszyscy zaczęli mi się wypytywać o najdrobniejsze szczególiki. Później do domu weszła Doniyah, która również ucieszyła się z mojego przyjścia. Zrobiła sobie herbatę i od razu zaciągnęła mnie do swojego pokoju. Wiedziałam, że czeka mnie bardzo interesująca rozmowa. 
-Widziałaś się z nim? - spytała prosto z mostu siadając obok mnie.
-Z kim? - udawałam, że nie rozumiem o co jej chodzi, gdyż chciałam uniknąć tego tematu. 
-Z Zayn'em...
-Nie...
-Dlaczego go unikasz?
-A co mam mu powiedzieć? Prawie od roku się z nim nie widziałam! Zostawił mnie...
-Wyjechał w trasę, musisz go zrozumieć.
-Ale nawet nie dał znaku życia! - rozpłakałam się.
Doniyah szybko odstawiła kubek i przytuliła mnie do siebie. Potrzebowałam wtedy wsparcia od kogokolwiek, byle nie od NIEGO. Nie chciałam od niego już nic...Ale ja go tak bardzo kochałam i z resztą nadal kocham. Moje uczucie do niego nigdy nie wygasło. 
Kiedy się uspokoiłam, spojrzałam na zegarek w telefonie. Mój pies potrzebował spaceru, więc chciałam aby Alex wyszła z Luckym i Zesuem. Wybrałam jej numer, lecz niestety sygnał nie odpowiadał. Dzwoniłam do niej cztery razy pod rząd, lecz nie dawało to żadnego skutku. Pomyślałam, że coś mogło się stać. 
-Alex nie odbiera, muszę wrócić do domu. - oznajmiłam.
-Dokończymy tą rozmowę później. 
-A jest tu co dokańczać? - szepnęłam schodząc po schodach. 
Założyłam swoją kurtkę i zaczęłam się żegnać z dziewczynkami. Uściskałam ich rodziców i pocałowałam Doniyah w policzek. Na sekundę spojrzałam przez okno i zobaczyłam podjeżdżający czarny samochód. Pomyślałam, że to jacyś goście. Otworzyłam drzwi i zderzyłam się z kimś. Spojrzałam w górę, gdyż dana osoba była wyższa ode mnie o głowę. Wtedy zobaczyłam te czekoladowe tęczówki i te kruczoczarne włosy. Momentalnie opuściłam mój wzrok i wyminęłam go w drzwiach. Szłam przed siebie i nie odwracałam się.
-Charlie! - krzyczał za mną, a ja odpowiadałam mu ciszą.
-Caroline! Wracaj! - nie dawał spokoju.
W bramie posłałam mu groźne spojrzenie i w tym momencie zobaczyłam jego czy przepełnione skruchą, smutkiem i żalem. Nie miało to teraz dla mnie największego znaczenia. Opuściłam teren posesji i pobiegłam do mojego domu. Zdyszana zamknęłam drzwi i zdjęłam wierzchnie ubranie. Pobiegłam do swojego pokoju i tam swobodnie się rozpłakałam. 
-Dlaczego wrócił?! Właśnie teraz?! - krzyczałam sama do siebie.
Wstałam i ze złością wywaliłam wszystkie ciuchy z torby. Porozrzucałam je po całym pokoju. Strąciłam lampkę z nocnego stolika. Kiedy chciałam pozbierać tłuczone szkoło skaleczyłam się w palec. Owinęłam go w chusteczkę i położyłam się spać. 
Kiedy wstałam, poszłam na dół zrobić kolację. Kiedy skończyłam przygotowania do domu wparowała Alex. Zjadłyśmy w ciszy kolację, po czym siostra pozmywała naczynia. 
Leżałam sobie na łóżku i patrzyłam w jeden punkt, kiedy do pokoju weszła Alex ubrana w pidżamy. Poinformowała mnie o swoim rozbitym telefonie. Współczułam jej, że w taki sposób dowiedziała się o tym, że jej chłopak jej nie chce. Zasługiwała na zupełnie kogoś lepszego. Skończyłyśmy naszą rozmowę i położyłyśmy się spać. Myślałam, co za wydarzenia spotkają mnie jutro...

1 komentarz:

  1. Fajnie się zapowiada. Czekam na dalsze wydarzenia :D

    OdpowiedzUsuń